TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Góral i Dżabar: w Szczecinie stworzymy cudowną atmosferę

400x300

Marcin Wójcik i Robert Górski regenerują siły przed Klubem w Szczecinie (fot. TVP)

– Jak wybuchnę na scenie, ciężko będzie mnie ugasić – zapewnia Marcin Wójcik przed „Kabaretowym Klubem Dwójki na wakacjach“. Robert Górski, drugi z prowadzących imprezę, ujawnia: „umówiliśmy się, że nie będziemy żartować z Grycanek, ale chyba pękniemy”.

Urodziła nam się nowa świecka tradycja – „Kabaretowy Klub Dwójki“ na gościnnych występach.

Marcin Wójcik: – Jest już po raz drugi. W tym samym miejscu – w Szczecinie. Będziemy się trochę wygłupiać na scenie, ale też będziemy komentować różne aspekty życia społecznego.

Robert Górski: – Poniewać Euro nie zawitało do Szczecina, więc my – w ramach rekompensaty – chcemy się tam pojawić i stworzyć tę cudowną atmosferę.

M.W.: – Nawet UEFA zgłaszała się, bo chciała wynająć amfiteatr w Szczecinie, ale niestety był już zajęty przez nas. Za dwa lata planujemy „Kabaretowy Klub Dwójki“ w Brazylii, więc mundial stoi pod znakiem zapytania.

W jaki składzie pojawicie się na wyjeździe?

R.G.: – Najmocniejszym. Będzie oczywiście Marcin „Dżabar“ Wójcik…

M.W.: – …ale będzie również Robert „Góral“ Górski.

R.G.: – My prowadzimy, bo uznaliśmy, że rok temu to się w miarę sprawdziło i zaprosiliśmy masę wspaniałych gości. Mogę w zasadzie powiedzieć, że jest to najbardziej bogata w kabarety impreza w kraju.

M.W.: – Zagramy w ustawieniu ofensywnym: 2-4-4-3-6-2.

R.G.: – Będzie kabaret Ani Mru Mru, Kabaret Moralnego Niepokoju, kabaret Szarpanina, Grupa MoCarta, Jurki, Neo-Nówka, Smile i cała masa różnych niespodzianek, w tym z Czech.

M.W.: – Być może ktoś jeszcze, bo cały czas zgłoszenia napływają, a my decydujemy jako sztab trenerski, kogoo powołać.

R.G.: – Będzie też oczywiście cały rząd na uchodźstwie, a właściwie na wyjeździe, jak zwykle w trzech odsłonach. W Polsce często się zastanawiamy, czy zagraniczni kibice kórzy byli na Euro wrócą do Polski. My już wiemy, że oni wrócą i pojawią się w Szczecinie.

Nazwiska Górski i Wójcik zapisały się w historii polskiej piłki. Jak oceniacie Euro z polskiej perpektywy?

R.G.:
– Uważam, że nazwisko Górski lepiej się zapisało w historii polskiej piłki niż Wójcik. Bardzo mi przykro Marcinie…

M.W.: – Ale tylko nieco lepiej. Srebrny medal na olimpiadzie w Barcelonie był pod wodzą trenera Wójcika…

R.G.: – Chcę podziękować federacji UEFA, bo to chyba ich pomysł, żeby Stadion Narodowy nazwać moim nazwiskiem.

Wielka rzecz!

R.G.:
– Tak, wielka rzecz. Byłem tam dwa razy i widocznie moja obecność została tak zapamiętana, że ktoś postanowił to uczcić.

M.W.: – Widziałem, że dość niepewnie czułeś się na takim obiekcie. Miałeś problemy z trafieniem do toalety. Choć bardzo szybko odnalazłeś barek i byłeś zdziwiony, że piwo było bezalkoholowe.

Było posiedzenie polskiego rządu, na zakończenie którego każdy z ministrów zaprezentował się z kibicowskim szalikiem. Mocne to było…

R.G.:
– Miałem wrażenie, że nie każdy z kibiców wie, jak się ten szalik trzyma. Czuli się trochę nieswojo, ale widać było, kto jest liderem tego całego zespołu, więc musieli się podporządkować.

M.W.: – W nomenklaturze kibicowskiej nazywa się to „gniazdowy” – taki, który siedzi na gnieździe i mówi, co krzyczeć.

Szarpiecie Donalda Tuska i jego rząd od dłuższego czasu. Na początku to była niezapisana karta, teraz różnych wpadek trochę się nazbierało. Nie czujecie, że to trochę jak kopanie leżącego?

R.G.:
– Zdaje się, że ostatnio poparcie dla rządu znowu wzrosło. My nie mamy wpływu na rzeczywistość. Chcę tylko powiedzieć, że dziwię się zachowaniu robotników, którzy zrobili autostradę A2 i spieszyli się na ostanią chwilę. A Polacy przegrali, więc powinni teraz wziąć kilofy i rozwalić to.

Niektórzy dziennikarze tak mają, że piszą tylko za wierszówkę. Za darmo to nawet życzeń dla ukochanej cioci. Czy na imprezach towarzyskich opowiadacie jakieś kawały?

R.G.: – Trudno jest, żeby górnik, który wraca po pracy do domu naparzał kilofem w ścianę. Musi sobie zrobić trochę wolnego. Chociaż akurat jak jesteśmy we dwóch, to isnieje między nami taka cicha rywalizacja, kto wymyśli coś śmieszniejszego. Nawet jak człowiekowi się nie za bardzo chce, to trochę musi.

M.W.: – My jesteśmy w takiej sytuacji, że nie możemy wszystkich żartów mówić publicznie. Jak spotykamy się na imprezie w gronie najbliższych przyjaciół to wtedy żartujemy trochę bardziej.

W Kabaretowym Klubie Dwójki jest cała masa Waszej improwizacji. Ale to nie leci na żywo – jak coś nie wyjdzie to można wyciąć. W Szczecinie będzie na żywo. Czy będzie improwizacja?

M.W.:
– Nie jesteśmy parą prowadzących, którzy mają napisane teksty. Oczywiście mamy jakiś zarys – mniej więcej, o czym będziemy mówić w danym wejściu. Ale powiem osobiście od siebie, że każde ramy i każdy plan w przypadku Roberta Górskiego spalają na panewce. Jest on człowiekiem, który pod wpływem stresu, jakim jest niewątpliwie występ na żywo, zaczyna uciekać od planów i schematów w jakieś dziwne strony i trzeba bardzo uważać, na to co mówi.

R.G.: – Poza tym kiepsko nam się czyta z promptera. Byłem kiedyś w Opolu i widziałem, że prowadzący miał napisane na prompterze, jak się nazywa. Wydaje mi się, że osiągnęliśmy wyższy stopień profesjonalizmu, taki że potrafimy się przedstawić z pamięci.

Czy istnieją dla Was tematy tabu?

R.G.: – Z każdego tematu sobie można żartować, byle nie przekroczyć granicy „chamówy”. I mam wrażenie, że nam się udaje tego nie przekraczać.

M.W.: – My nie mamy wielkich oporów, żeby żartować na jakiś temat. Czasem się zdarzy, że któreś z mediów mówi: „nie, po co o tym mówić”. I tak było np. z prezesem Lato.

R.G.: – Umówiliśmy się, że nie będziemy żartować z Grycanek, ale chyba pękniemy.

Wasza forma będzie do sprawdzenia już 7 lipca w szczecińskim amfiteatrze i w TVP2.

M.W.:
– Ja jestem w takiej formie, jestem tak nabuzowany, czekam na tę imprezę, że przez miesiąc nie robię w zasadzie nic związanego z zawodem. Tylko oglądam mecze i wypoczywam. Jak wybuchnę na scenie, ciężko będzie mnie ugasić.

R.G.: – Moim przygotowaniem do Szczecina jest kilkudniowa wizyta w Kopenhadze. Trzeba pobyć w nieładnym mieście, żeby potem chłonąć urodę Szczecina.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz