TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Filip Jaślar: chciałem nauczyć się kłaniać publiczności

400x300

Filip Jaślar i jego skrzypce (fot. Jan Bogacz/TVP)

– Tata mi opowiadał, że był na festiwalu PAKA, że widział „Potemów”, że widział Formację Chatelet, tę pierwszą… Mnie to w ogóle nie interesowało. Ja byłem obok. Latałem raz w tygodniu do filharmonii, kupowałem płyty z muzyką klasyczną, jeździłem na kursy i pochłonęło mnie to zupełnie – mówi Filip Jaślar z Grupy MoCarta, która wystąpi w Wakacjach z Kabaretem – Szczecin 2014.

Wszyscy w zespole jesteście muzykami klasycznymi. Czy jak był Pan dzieckiem to rodzice przymuszali do ćwiczeń, czy była w młodym człowieku już taka samoświadomość, że te ćwiczenia do droga do sławy i pieniędzy?

– (śmiech) Było tak, że gdy miałem pięć lat byliśmy z rodzicami w filharmonii. Występowała Kaja Danczowska, a mi bardzo się spodobało jak ta wybitna skrzypaczka kłania się publiczności. Spytałem mamy, czy ktoś by mógł mnie nauczyć tak się kłaniać. Mama wyciągnęła jednak pochopne wnioski i zapisała mnie na lekcje skrzypiec. Po drugiej lekcji skrzypiec to co chciałem już umiałem. Posiadłem wiedzę, której potrzebowałem – świetnie się kłaniałem. Powiedziałem, że już dziękuję i już umiem. Mama jednak zdecydowała, żebym został na tych skrzypcach i ćwiczył. Wtedy mi się to nie podobało. Zaczęło mi się podobać to granie na skrzypcach gdzieś w późnej podstawówce i liceum. Wtedy zupełnie pochłonęły mnie skrzypce, studia i świata bożego nie widziałem.

Pana tata, Krzysztof Jaślar był związany ze sceną kabaretową…

– No, tak. Tata opowiadał mi o tym świecie kabaretu, z którym był związany. Wiedziałem oczywiście o kabarecie Tey i innych przedsięwzięciach z jego udziałem, bo trochę za kulisami się wychowywałem. Natomiast etap Przeglądu Kabaretu Amatorskich w Krakowie był już poza mną. Tata mi opowiadał, że był na festiwalu PAKA, że widział „Potemów”, że widział Formację Chatelet, tę pierwszą… Mnie to w ogóle nie interesowało. Ja byłem obok. Latałem raz w tygodniu do filharmonii, kupowałem płyty z muzyką klasyczną, jeździłem na kursy i pochłonęło mnie to zupełnie.

Zupełnie żadnych innych zainteresowań?

– Mój tata ukończył AWF i miał dużo znajomych w tzw. branży sportowej bardzo mnie namawiał, żebym został piłkarzem. Nieźle mi nawet szło, ale nigdy na taki profesjonalny trening nie poszedłem i nie wiem czy to dobrze. Bo gdybym został piłkarzem zawodowym to byłbym już na emeryturze. Bardzo by to mi się podobało (śmiech). Chociaż tego, że jestem skrzypkiem też nie żałuję.
Występujecie jako kwartet. W jaki sposób powstała Wasza ekipa?

– Znaliśmy się, byliśmy kuplami. Z Arturem Renionem, który zginął tragicznie w 2000 roku, i Pawłem Kowalukiem znaliśmy się od czasów licealnych. Michała Sikorskiego poznaliśmy na kursach muzycznych w Łańcucie i zaiskrzyło między nami. Byliśmy po prostu paczką kumpli.

Jak to się stało, że ta paczka kumpli stała się grupą muzyczną z zacięciem kabaretowym?

– Byliśmy wtedy na studiach. Okazało się, że powiew świeżości przyprowadził do Polski telewizję Canal+, która rozpoczynała cykliczny program na żywo. Szukali ludzi, którzy w sposób lekki, łatwy i przyjemny mogą prezentować muzykę klasyczną. Szukali akurat wśród studentów Akademii Muzycznej i myśmy akurat szczęśliwie trafili na spotkanie z nimi. Tak założyliśmy nasz kwartet, a nazwę dostaliśmy od pana Edwarda Mikołajczyka. Od tego czasu minęło już 19 i pół roku.
 
Jak wyglądały te Wasze występy w Canal+?

– Na początku myśmy po prostu zapowiadali utwór. Mówiliśmy, że „okazało się według ostatnich badań Wolfgang Amadeusz Mozart urodził się na Podhalu”. Była taka zapowiedź i graliśmy „Eine Kleine Nachtmusik”. To były takie okienka 3-4-minutowe, które z naszym kwartetem smyczkowym wypełnialiśmy. Za każdym razem staraliśmy się przygotować jakiś śmieszny utwór. Pracowaliśmy tam, czy bawiliśmy się półtora roku.

Kiedy nastąpił przełom?

– Reżyser jednego z koncertów festiwalu PAKA, akurat przypadkowo Krzysztof Jaślar, zaprosił nas do koncertu „Parodie i parafrazy” i myśmy tam byli takim przerywnikiem. Zagraliśmy kilka naszych utworów i po raz pierwszy stanęliśmy z tą naszą formą przed publicznością, bo wcześniej graliśmy tylko do kamer telewizyjnych i zaczęło się.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz