TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Leszek Kumański: będzie się działo i to dużo

400x300

Leszek Kumański zapewnia, że widzowie nie będą się nudzić (fot. Ireneusz Sobieszczuk/TVP)

– Jednocześnie fabuła rozgrywa się w trzech miejscach. Po pierwsze – w Podzamczu Chęcińskim na tle zabytkowego dworu obronnego starosty. Pewne rzeczy dzieją się też w ruinach zamku w Chęcinach. Przenosimy się także z fabułą do Tokarni i tamtejszego Muzeum Wsi Kieleckiej, gdzie w starych chłopskich zabudowaniach zarejestrowaliśmy pastisz „Wesela” Wyspiańskiego – mówi Leszek Kumański, reżyser i scenarzysta „Kabaretowych wakacji z duchami”.

Tegoroczna to już trzecia edycja Kabaretowych Wakacji z Duchami. Rozumiem, że ta impreza na dobre zagościła na kabaretowej mapie Polski…

– Tak, myślę, że nasz, tak jak i inne cykliczne programy, ma swój charakter i specyfikę. Ta impreza różni się od innych cyklicznych kabaretonów, np. w Koszalinie, czy Mrągowie, że nazwa jest ta sama, idea jest powtarzająca się, ale obiekty się zmieniają. Do tej pory odbywało się to co prawda w jednym regionie – świętokrzyskim, ale zawsze innym miejscu. Pierwsza impreza była w ruinach zamku w Szydłowie, w ubiegłym roku odbyła się w przepięknych ruinach Krzyżtoporu, teraz w Podzamczu Chęcińskim.

Jest to niezła okazja do sławienia piękna Świętokrzyskiego…

– Trudno nie, jeżeli miejsca występów są takie urocze. To Świętokrzyskie jest magiczne i czarujące. Tu nie ma wielkiego przemysłu – i bardzo dobrze. Tu są góry, tu są piękne akweny wodne, tu są skoki narciarskie zimą, tu są wspaniałe ruiny, lasy. Jest co promować. Są to urokliwe miejsca i w tych obiektach można zrealizować tego typu klimaty, o jakie nam chodzi.
 
Pan reżyserował całą rzecz, ale jest też autorem scenariusza. Jaki miał Pan pomysł na tę imprezę?

– Pomysł był taki, że chcielibyśmy w wakacje zrobić Kabaretowe Wakacje z Duchami. Pewną inspiracją był tu oczywiście film „Wakacje z duchami”. Chcieliśmy popatrzeć na rzeczywistość, która nas otacza, poprzez pewien dystans, przez pewien kostium fabularny. Nie mówimy więc o naszej rzeczywistości dosłownie, że wychodzi kabaret i mówi tak jak jest – „jeden do jednego”. My raczej nabieramy dystansu i to daje nam metaforę. Czyli mówimy przez pryzmat duchów, ale te duchy patrzą na naszą rzeczywistość jakby z zaświatów. Daje to nam dodatkowy walor, dodatkowe oddalenie. A jednocześnie zderzamy rzeczywistość, metafory, hasła, slogany z tym światem duchów. Mówimy o tym, co nas straszy. I nie musi to być duch w prześcieradle, ale może to być polityk na trybunie sejmowej.
 
W imprezie występują Kabaret pod Wyrwigroszem, Smile, Kabaret Skeczów Męczących, Nowaki, Łowcy.B, Artur Andrus. Jaki był klucz doboru wykonawców?

– Dobór wykonawców jest mój autorski. Oczywiście każdy dobry kabaret może napisać tekst o określonej rzeczywistości. Nie ma tu kryterium, że jedne kabarety się do tego nadają, a inne nie. Prawda jest taka, że ja jako twórca zastanawiam się, kto by mi pasował, jeśli chodzi o poczucie humoru, a jednocześnie sprawdzamy, kto w określonym terminie ma czas, żeby wystąpić. To zawsze jest jakiś kompromis.
Prowadzący imprezę jest ten sam – Łukasz Rybarski z Kabaretu pod Wyrwigroszem. Wnioskuję z tego, że się sprawdził…

– Tak, Łukasz Rybarski ze swoim kabaretem przeprowadza narrację całego odcinka. Jest to według pomysłu, który sobie wymyślam w danym roku. Dla mnie jest to o tyle ważne, że zmieniamy miejsca, gdzie się odbywa impreza, to jest jednak coś, co spaja i łączy te doroczne odcinki. Tym motywem jest Kabaret pod Wyrwigroszem. Łatwiej się wtedy pracuje, bo inni wykonawcy łatwiej wchodzą w tę główną linię fabularną. Plusem, z którego jest bardzo zadowolony, jest to, że tu nie prezentuje się tego, co kto umie.

Czyli wszystkie numery są nowe?

– Ja w każdym razie namawiam kabarety, żeby pisząc swoje skecze wpisały się w kontekst fabuły. Dla nas to naprawdę duży plus. Oczywiście jest to pewna trudność dla kabaretów, bo najłatwiej przedstawić to, co się robiło już dwieście razy. Jest to pewne wyzwanie artystyczne. I pewna inność, że jesteśmy spójni. A wracając do kabaretów, to Rymarski i jego zespół, są niezwykle kreatywni, twórczy i znakomicie mi się z nimi współpracuje.

Bardzo ważna rzeczą na takich imprezach jest kontakt z publicznością. Tu widzowie mieli zasugerowane, by swoim wyglądem dostosować się do tematyki…

– My nawet w zaproszeniach namawiamy publiczność, żeby przebrali się i strasznie wyglądali. Część widzów w to się wpisuje i nawet mamy darmowe możliwości robienia jakiś makeupów, tatuaży, itd. Jest możliwość ucharakteryzowania się, a nawet sprowadzamy statystów w maskach, żeby się to łączyło, żeby scena przenikała się z widownią.

Czyli z pełną odpowiedzialnością możemy powiedzieć, że 3 i 10 sierpnia widzowie telewizyjnej Dwójki nie będą się nudzić…

– Nie będą się nudzić. Będzie strasznie fajny kabareton. Ja jeszcze dodam, że sprawą mojej ambicji twórczej było zrobić spektakl, która nie dzieje się tylko w jednym miejscu, na jednej scenie. Jednocześnie fabuła rozgrywa się w trzech miejscach. Po pierwsze – w Podzamczu Chęcińskim na tle zabytkowego dworu obronnego starosty. Pewne rzeczy dzieją się też w ruinach zamku w Chęcinach. Przenosimy się także z fabułą do Tokarni i tamtejszego Muzeum Wsi Kieleckiej, gdzie w starych chłopskich zabudowaniach zarejestrowaliśmy pastisz „Wesela” Wyspiańskiego. Z muzyką, z tańcami, z chochołami, itd. Rzecz dzieje się w kilku miejscach i jest to trochę filmowo zrobione. Fabuła przenosi się z miejsca na miejsce i myślę, że jest coś, czego w innych kabaretonach nie ma.

Czyli, jak mawia Jurek Owsiak, „będzie się działo”…

– Oj, będzie się działo i to dużo.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz