TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Leszek Malinowski: dobry żart przetrwa wieki

400x300

Leszek Malinowski, inicjator powstania kabaretu Koń Polski (fot. Ireneusz Sobieszczuk/TVP)

– Pokażemy premierowy skecz z Marianem i Helą. To kolejny odcinek tej sagi. To odpowiedź na głosy publiczności, która miała pretensje, że Mariana i Heli nie było w Koszalinie – mówi Leszek Malinowski z kabaretu Koń Polski, który wystąpi podczas Świętokrzyskiej Gali Kabaretowej 2014 w Kielcach.

Zdarzyło mi się być – oczywiście jako widzowi – na festiwalu PAKA w 1986 roku. Pojechałem tam głównie, żeby kibicować kabaretowi Potem, którego członków poznałem rok wcześniej na FAMIE. Wtedy Potem musiał podzielić się I nagrodą z innym młodym kabaretem… Jak Pan wspomina to wydarzenie?

– Ten inny młody kabaret rok wcześniej otrzymał nagrodę Grand Prix, kiedy młody kabaret Potem otrzymał tylko wyróżnienie. Koń Polski i Potem to były dwie odmienne koncepcje kabaretu. Myśmy zajmowali się polityką, a koledzy z Potem czystą formą. Nie wiem czy w ogóle jest sens żeby nas porównywać.

Wtedy ta nagroda na PACE to była przepustka do świata sławy i pieniędzy. Wydaje się, że obecnie ta nagroda nie ma takiej siły rażenia?

– To niestety nieprawda. O przeglądzie PAKA wiedziało środowisko studenckie Krakowa i kilka klubów studenckich w kraju. O PACE zrobiło się głośno kiedy pojawiła się telewizja, a to było już po zmianie ustroju, kiedy PAKA była już starym przeglądem. To, że teraz nagrody na PACE nie mają wartości wynika tylko z polityki jury, które promuje kabarety, które nie docierają do szerokiej publiczności.

Kabaret Potem nie istnieje, a – mówiąc nieco poetycko – na jego gruzach powstało Zielonogórskie Zagłębie Kabaretowe. Wam wkrótce stuknie trzydziestka. Zakładam, że spoiwem jest fakt, że Was to po prostu ciągle bawi…

– To nasz zawód i sposób na życie. Kabaret to tak jak własna telewizja. Można tam odnieść się do wydarzeń, zjawisk i wszystkiego co nas otacza. To naprawdę frapujące.

Wakacje to specyficzny czas dla artystów, także kabaretowych. W tym czasie odbywa się masa występów, czy to recitali poszczególnych wykonawców, czy też kabaretonów. Jak jest to w Waszym przypadku?

– Lato było pracowite. Na szczęście znalazłem czas żeby posiedzieć na wsi. Wieś to baza wypadowa dla letnich imprez.

Gospodarzami jednej z tych wielkich imprez – festiwalu w Koszalinie – jesteście od 20 lat. Na czym polega Wasze zadanie na tej imprezie. Jak dogadujecie się z reżyserem?

– Jestem producentem i współreżyserem festiwalu w Koszalinie. To moje osobiste dziecko. Jeśli chodzi o współpracę z reżyserem TV Beatą Harasimowicz nazwałbym ją wzorcową. Tegoroczny festiwal był już dwudziesty i przez lata to się nieźle „uleżało”.

Przypuszczam, że satysfakcja z udziału w takiej imprezie, gdzie się nie tylko występuje, ale łączy występy innych wykonawców w całość sprawia dużą satysfakcję. Jak to wygląda z pozycji osoby „ja jako praktyk”?

– Dla mnie to strasznie ciężka praca. Muszę to wszystko napisać, ułożyć i doprowadzić do formy scenicznej. Satysfakcja przychodzi, jak się to odeśpi.

Świętokrzyska Gala Kabaretowa to kabareton o tyle specyficzny, że podsumowuje sezon. Co tam zaprezentujecie – jeden hicior i jedną premierę?

– Pokażemy premierowy skecz z Marianem i Helą. To kolejny odcinek tej popularnej sagi. To odpowiedź na głosy publiczności, która miała pretensje, że Mariana i Heli nie było w Koszalinie.

W przyszłym roku Waszemu kabaretowi stuknie 30 lat. Nie wyobrażam sobie 2015 roku bez tryumfalnego objazdu po naszej miodem i mlekiem płynącej krainie z programem „Koń Polski – Best of the best”…

– Świetny pomysł. Czekamy na zaproszenia.

Jeśli chodzi o kabaretową geografię to wydaje się, że ekipy można podzielić na dwie grupy: Zielona Góra i reszta Polski. Coś w tym jest?

– Ani Mru Mru zjeżdżają się na występy z Lublina i Katowic, Paranienormalni przyjeżdżają z Warszawy i Jeleniej Góry. Limo z Gdańska, my z Koszalina i Warszawy. Nawet zielonogórski kabaret Hrabi tylko częściowo jest z Zielonej Góry. Myślę, że poziom ukabaretowienia kraju rozkłada się równomiernie.

Jest Pan obecny „parę chwil” na polskiej scenie kabaretowej. Naprzyglądał się Pan w tym czasie widzom. Czy upodobania publiczności, w tej liczbie moje, bardzo się zmieniły. Czy żarty sprzed lat miałyby dziś jakieś szanse?

– Dobry żart przetrwa wieki. Natomiast upodobania się zmieniają. Ostatnio dużą furorę robi tzw. stand-up. Sporo tam wulgaryzmów i humoru poniżej pasa. Mnie to jakoś nie kręci. Chciałbym, aby Koń Polski był kojarzony ze starą dobrą szkołą.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję pliki cookies z tej strony