TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Kabaret K2: udaje nam się osiągnąć kompromis

400x300

Bartosz Klauziński i Michał Zenkner, czyli kabaret K2 (fot. Jan Bogacz/TVP)

– Założyliśmy sobie, że w pierwszym roku istnienia poświęcimy na jeżdżenie na festiwale, żeby zaistnieć w świadomości i środowiska kabaretowego, no i widzów tych stricte kabaretowych, interesujących się kabaretem. I wydaje się misja została ukończona – mówią Bartosz Klauziński i Michał Zenkner z kabaretu K2, który wystąpi na Świętokrzyskiej Gali Kabaretowej 2014 w Kielcach.

Właśnie przeczytałem w internecie Wasz pourlopowy meldunek: „Nasze ciała, a przede wszystkim mózgi, odpoczęły i są gotowe do ciężkiej pracy”. Gdzie to się było na urlopie? Jak co roku – Malediwy?

Bartosz Klauziński: – Tym razem udało porzucić się tę rutynę. Miałem dwa tygodnie leżenia i patrzenia w sufit i nicnierobienia. Nieco lekkomyślnie wpadłem w międzyczasie do domu rodzinnego, gdzie okazało się, że trzeba dość intensywnie pracować na działce. Zawsze jak synuś przyjeżdża do domu to okazuje się, że trzeba coś zrobić. Po trzech dniach uciekłem i powróciłem do leżenia do góry brzuchem w pięknym kurorcie na zachodzie kraju, czyli w Zielonej Górze.

Michał Zenkner: – Ja nieco mniej się leniłem na uropie. Odwiedziłem piękne polskie góry, a konkretnie Beskid Żywiecki. Tam ujawniła się cała naga prawda o mojej kondycji fizycznej. Po pierwszej trasie górskiej później robiłem tylko spacery dookoła wioseczki, w której mieszkałem. Udało mi się wpaść jeszcze na katowicki Off Festival, gdzie wsłuchiwałem się w słodkie dźwięki muzyki na zielonej trawce. Miałem także epizod z działką, ale leżałem tam i czytałem książki.
 
Przyznam, że zaimponowało mi Wasze urlopowe zignorowanie uroku plaż Martyniki, czy też innej Copacabany. Była mowa o górach. Takich umiarkowanie wysokich. Nazwa K2 kojarzy mi się z drugim co do wysokości szczycie na naszej matce Ziemi i z heroicznym wysiłkiem wspinaczy, którzy chcą się tam dostać, a na ich drodze nie brakuje zdradzieckich szczelin i przepaści.
Czy tą nazwą sugerujecie, że dola artysty kabaretowego jest tak samo ciężka i niebezpieczna?


B.K.: – No, tak. To jest ciągła walka z kolegami. Jest dużo złych emocji w środowisku. Ludzie kradną sobie nawzajem żarty i puenty. Przebijają sobie opony w samochodach, żeby koledzy nie mogli dojechać na występ. Nierzadkie są przypadki, że ktoś komuś wyłączy światło w toalecie… (śmiech) A może wcale tak nie jest. Wydaje mi się, że jest to branża średnio ciężka, jeśli chodzi o konkurencję. Nie jest to wyścig szczurów, czy innych wilków, które się nawzajem podgryzają. Ale łatwo też nie jest.
Czy z samej działalności kabaretowej da się przeżyć, czy np. trzeba się podczepić pod emeryturę dziadka czy babci?

M.Z.: – Naszym zajęciem zarobkowym jest kabaret i z tego się utrzymujemy.

W formacji K2 nie wzięliście się znikąd. Macie doświadczenia z wielu zespołów. Co możecie o tym powiedzieć?

B.K.: – Zdobywaliśmy pierwsze szlify sceniczne w innych kabaretach. Obydwaj od lat jesteśmy aktywnymi członkami Zielonogórskiego Zagłębia Kabaretowego i działamy w klubie Uniwersytetu Zielonogórskiego Gęba. Wcześniej byłem w kabarecie Babeczki z Rodzynkiem i razem z trzema dziewczynami przez 6 lat jeździliśmy po Polsce i dawaliśmy występy. Razem z kolegą Michałem byliśmy również w kabarecie Hlynur, którego Michał był założycielem. Były lata, kiedy byłem w trzech kabaretach na raz…

M.Z.: – Nawet w czterech… (śmiech)

Ponad 2 lata postanowiliście zacząć działać we dwóch. Jaki widzieliście potencjał w tym składzie? Rozumiem, że decyzja była przemyślana…

B.K.: – Tak. Decyzja była przemyślana, bo jakby skończyły się możliwości pracy w tamtych projektach. My z Michałem dogadywaliśmy się dosyć dobrze w kabarecie Hlynur i też na takiej niwie prywatnej. Znamy się od wielu lat i mamy wspólne zainteresowania…
Pewnie wspólne wędkowanie… (śmiech)

B.K.: – Tak. Wędkowanie i filatelistyka.

Tak właśnie sądziłem. A jak powstaje program? Czy udaje Wam się uniknąć prób wyjaśnienia, kto jest liderem formacji?

M.Z.: – Wyjaśniliśmy między sobą wszystko i jest 2-osobowy lider. We dwóch łatwiej, czy trudniej, ale udaje nam się osiągnąć kompromis. Przeważnie razem piszemy, razem pracujemy nad numerami, razem gramy, razem jeździmy tym samym samochodem i w dodatku na te same występy. Mieszkamy osobno… (śmiech)
To dobre dla higieny psychicznej…

B.K.: – Bardzo dobre.

Na swoim koncie jako K2 macie wiele nagród, w tym tę chyba najbardziej prestiżową z krakowskiej PAKI. Te nagrody nie mają już takiej siły rażenia jak w latach 80., kiedy startowały np. kabarety Potem, czy Koń Polski. Wydaje się jednak, że to raczej nie szkodzi…

B.K.: – Absolutnie nie przeszkadza, a nawet pomogło. Założyliśmy sobie, że w pierwszym roku istnienia poświęcimy na jeżdżenie na festiwale, żeby zaistnieć w świadomości i środowiska kabaretowego, no i widzów tych stricte kabaretowych, interesujących się kabaretem. I wydaje się misja została ukończona. Zaistnieliśmy. Te nagrody to nie jest to przepustka do wszystkiego, bo znaczenie festiwali kabaretowych w porównaniu z latami 80., czy 90. sukcesywnie maleje. Jednak udało nam się dotrzeć do tej świadomości, by ludzie dowiedzieli się, że istnieje coś takiego jak K2. W przypadku pierwszej nagrody na PACE taka wymierna korzyść to była nasza obecność na Mazurskiej Nocy Kabaretowej w Mrągowie. Impreza była pokazywana w TVP2 i była to dla nas spora promocja.

Zabrzmi to może okrutnie, ale K2 nie jest tak powszechnie rozpoznawalny jak np. Kabaret Moralnego Niepokoju, Ani Mru Mru, Neo-Nówka, Paranienormalni, czy Łowcy.B…

M.Z.: – Jak nie! (śmiech)

(śmiech) Przepraszam, chyba się zagalopowałem. Spróbujmy o tym zapomnieć, żeby nasza właśnie rodząca się przyjaźń na tym nie ucierpiała. Ale jakieś pytanie zadam. Jak jest w Waszym przypadku z zapełnianiem kalendarza występów?

M.Z.: – Wcześniej już mówiliśmy, że da się z tego żyć, ale wcale nie mówiliśmy, że szałowo. Kalendarz udaje się zapełnić, ale niekoniecznie samymi graniami. Chcielibyśmy więcej jeździć, ale nie narzekamy. Jak na te dwa lata naszego istnienia, naszej kariery to jest naprawdę nieźle. Wątku męczeńskiego nie będzie. Mało jest kabaretów, które przy tak krótkim stażu załapały się np. do telewizji.

Wakacje to czas specyficzny dla artystów kabaretowych. Ludzie odpoczywają i w tym czasie chcą oglądać kabarety. Jak to jest w Waszym przypadku?


B.K.: – Lipiec mieliśmy stosunkowo pracowity. Sami założyliśmy sobie, że wyjeżdżamy na urlop na przełomie lipca i sierpnia. W lipcu trochę jeździliśmy i trochę spotykaliśmy się na próbach, żeby opracować nowe skecze i napisać nowe numery. Te wakacje możemy nazwać stosunkowo pracowitymi.

Zwieńczeniem tych wakacji będzie Świętokrzyska Gala Kabaretowa. Bardzo fajnie się znaleźć wtedy w Kielcach. Co Wy tam zaprezentujecie?


M.Z.: – Pokażemy skecz, który pojawił się już wcześniej w telewizji. I to będzie ten tzw. numer hitowy. Będzie to skecz „Koniuszy”, który już się spodobał i mam nadzieję, że przy okazji Świętokrzyskiej Gali spodoba się jeszcze bardziej.
Zielona Góra została dość dawno temu nazwana Zagłębiem Kabaretowym, Zielonogórskim zresztą. Wydawało by się, że idąc chodnikiem w Zielonej nie sposób nie potknąć się o jakiegoś kabareciarza. Wiem, że powstają u Was takie inicjatywy między kabaretowe. Co możecie o tym powiedzieć?

B.K.: – Intensywność tego życia i dla nas i dla całego środowiska często się zmieniała z biegiem lat. Wydaje się, że obecnie to już nie jest ten Złoty Wiek Zielonogórskiego Zagłębia Kabaretowego. Jednak cały czas zdarzają się jakieś wspólne projekty, czy to przedstawienie z piosenkami Starszych Panów, czy też Teatr Absurdu ŻŻŻŻŻ. To jest zawsze fajne doświadczenie, ponieważ grasz i spotykasz się na scenie i na próbach z ludźmi, z którymi się na co dzień nie widujesz. Możemy wtedy sobie nie tylko wymienić plotki, ale podzielić się doświadczeniami zawodowymi i pouczyć się od siebie. To jest fajne.

M.Z.: – Dodam, że głównym prowodyrem, spiritus movens, tego wszystkiego był zawsze Władek Sikora, znany chyba wszystkim lider kabaretu Potem. To Władek kręcił te wszystkie filmy. Ostatnio jednak Władek niczego takiego wspólnego nie napisał. Owszem, pojawiają się takie imprezy środowiskowe, kiedy robimy wspólny kabareton. Chociażby ostatnio podczas Lata Muz Wszelakich, kiedy świętowaliśmy 30-lecie Zielonogórskiego Zagłębia Kabaretowego. Centrum życia jest klub Gęba. Tu cały czas mamy próby, tu się spotykamy, tu pracujemy, tu robimy wspólne imprezy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz