TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Łukasz Rybarski: taki zawód

400x300

Łukasz Rybarski (fot. Jan Bogacz/TVP)

– Zaniedbujemy trochę swoje życie rodzinne, bo jednak większość życia spędzamy w naszym busie. Zresztą ten bus nie służy nie służy tylko do transportu, ale w tym busie powstają nowe skecze, nowe piosenki. Tam przeprowadzane są też próby. Sami sobie wybraliśmy taki los – mówi Łukasz Rybarski z Kabaretu pod Wyrwigroszem, który wystąpi na Świętokrzyskiej Gali Kabaretowej 2014 w Kielcach.

W tej chwili, gdy rozmawiamy, jest Pan na urlopie w Grecji. Jednak okres letni to zwykle pracowity czas dla artystów kabaretowych…

– Tak się akurat składa, że w okresie wakacyjnym odbywa się większość tych dużych imprez kabaretowych, więc nam się wakacje zawsze kojarzą z pracą. Tylko i wyłącznie. Taki zawód. Nawet tu na urlopie piszę nowe skecze.

W czasie wakacji kabarety mają zarówno recitale, ale również uczestniczą w kabaretonach. Jak to się ma w przypadku Waszego kabaretu?

– Przeważnie w wakacje jeździmy nad morze i mamy tam takie nadmorskie trasy. Dochodzą do tego kabaretony, czyli te wszystkie imprezy telewizyjne typu Koszalin, Płock, Mrągowo i na koniec wakacji Kielce. Są oczywiście Kabaretowe Wakacje z Duchami, nasza cykliczna impreza. W tym roku doszedł nam jeszcze Sabat Czarownic. Mieliśmy róg obfitości, ale pewnie tak się zdarzyło, bo Kabaret pod Wyrwigroszem obchodzi 20-lecie, więc wszyscy chcieli nas mieć.

Dla Was szczególnych kabaretonem są Kabaretowe Wakacje z Duchami, bo jesteście prowadzącymi tę imprezę…

– To jest impreza, do której już się przyzwyczailiśmy. W tym roku była czwarta edycja. Impreza już się przyjęła i ma taką stałą formułę, że odbywa się wśród zabytków. Trzy razy ten kabareton odbywał się w Świętokrzyskiem i tam żeśmy te wszystkie zamki zwiedzali i straszyliśmy. W tym roku przenieśliśmy się do Przemyśla.

I tam się dopiero działo…

– Muszę powiedzieć, że po 20 latach pracy na scenie było to dla nas wszystkich przeżycie, które nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy. I to zarówno jako kabaret, jak i indywidualnie. To był armagedon. Ulewa, która towarzyszyła tej imprezie spowodowała, że impreza wyszła nadzwyczajnie.

Jak wyglądała ta Wasza nierówna walka z żywiołem?

– Zacznę może od początku. Przygotowania do imprezy na miejscu trwały tydzień. Zamek w Przemyślu, piękna scenografia. Przez trzy dni przed imprezą jeździliśmy po całym regionie i robiliśmy zapowiedzi w formie felietonów. Dla ludzi w Przemyślu to było święto, bo była to pierwsza tak duża impreza. W dzień imprezy zaczął padać deszcz. Scenę mieliśmy zadaszoną i zakładaliśmy, że ludzie przyjdą sobie z parasolami, a może przestanie padać. Niestety, im bliżej było do początku występów tym deszcz był coraz większy.
Widziałem w relacji telewizyjnej, że lało ostro i to pewnie miało wpływ na działanie sprzętu…

– Na godzinę przed rozpoczęciem imprezy wysiadły prawie wszystkie urządzenia elektryczne – całe wieże zasilające, wozy, kable… Wszystko to pozamakało. Poszczególne piony co chwilę meldowały, że nie ma kamer, nie ma oświetlenia, ale jakoś się w końcu udało. Mimo deszczu przyszli ludzie i musieliśmy po prostu zagrać. Fakt, że z powodu pogody nie wszystko wychodziło, ale postanowiliśmy wykorzystać to jako atut. Sytuacje, które się zdarzały na scenie zaskakiwały zarówno nas, jak i widzów. Na scenie pojawiliśmy się kompletnie mokrzy, bo w przypadku tak intensywnego deszczu zadaszenie sceny nie na wiele się przydało. Tam wszystko było mokre – mieliśmy mokre kostiumy i mokre rekwizyty. Co chwila coś gasło, czy wyłączało. Kiedy graliśmy to nie bardzo słyszeliśmy co do siebie mówimy – dach stał się wielkim bębnem, w który uderzał ten deszcz. Publiczność była wspaniała – ludzie siedzieli pod parasolami wciśnięci w fotele, ale oglądali, reagowali, krzyczeli do nas, bawili się…

Przypomina to sytuację z jednego z pierwszych festiwali opolskich, podczas którego jeden z koncertów odbywał się podczas ogromnej ulewy…


– Chyba jednak w Przemyślu mieliśmy jeszcze trudniej. Wiatr z deszczem zmył nam rekwizyt ze stołu, a konkretnie były to cukierki krówki. Podczas jednego ze skeczów mieliśmy jeść te krówki, a wszyscy widzieli, że ich nie ma. Powiedziałem więc publiczności, żeby sobie wyobraziła, że jemy te krówki. Druga część tej imprezy była puszczona z tzw. puszki, ale reżyser zaproponował, żeby wszystkie wpadki i pomyłki pozostawić bez żadnych ingerencji. Wyszła z tego prawdziwa impreza na żywo, a ludzie to wspaniale kupili. Ten deszcz jednocześnie zaszkodził, bo nie było tych niskich ujęć z kamer, czy efektów pirotechnicznych, ale energetycznie wyszła jedna z najfajniejszych imprez telewizyjnych, w której brałem udział.
Podczas każdego kabaretonu pojawiają się tematy związane z regionem, w którym impreza się odbywa. Tu było tego sporo…

– Oczywiście, zawsze trzeba zrobić taki ukłon. Jeżeli imprezę robi się na Podkarpaciu to mówimy o problemach z tego regionu. Ale one są takie same w innych częściach Polski. Na przykład mówiliśmy o osiedlu, wielkiej sypialni Przemyśla, gdzie ludzie się boją po ulicy chodzić. Ale przecież w każdym mieście są takie osiedla.

A co pokażecie na Świętokrzyskiej Gali Kabaretowej?

– Nie wszystko oczywiście mogę ujawnić, ale przedstawimy taką wizję przyszłości, która – mamy nadzieję – nigdy się nie spełni. Będzie to skecz pod tytułem „Odbiór budowlany”. Puenty nie zdradzę. Ale będzie ten nowy skecz, będzie też piosenka.

Na Waszej stronie w internecie przeczytałem, że dajecie 200 spektakli rocznie. Jak to się udaje? Przecież trzeba skecze wymyślić, przetrenować, poza tym występujecie w teatrach, macie dzieci…

– Taka praca. Jak to nam się udaje to do końca nie wiem. Popełniamy coś kosztem czegoś. Zaniedbujemy trochę swoje życie rodzinne, bo jednak większość życia spędzamy w naszym busie. Zresztą ten bus nie służy nie służy tylko do transportu, ale w tym busie powstają nowe skecze, nowe piosenki. Tam przeprowadzane są też próby. Sami sobie wybraliśmy taki los. Dopóki nam się jeszcze chce i wymyślamy nowe rzeczy to jakoś to idzie. Taki jest rock’n’roll! (śmiech)

Wspomniał Pan, że w tym roku przypada 20-lecie powstania kabaretu. Czy przewidujecie jakieś uroczystości jubileuszowe?

– Czasami najciemniej jest pod latarnią. Teraz mamy strasznie dużo pracy. Myśleliśmy, żeby coś zrobić jesienią, ale wszystko zależy od tego jak nam się terminy poukładają. Być może zrobimy jakiś program przed świętami.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz