TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Mariusz Kałamaga: taplamy się w oparach absurdu

400x300

Żółty sweterek to znak rozpoznawczy Mariusza Kałamagi (fot. Jan Bogacz/TVP)

– Jedno jest pewne – nigdy się nie spodziewaliśmy, że to się potoczy na taką skalę, że będziemy obecni w telewizji, że będziemy jeździć po całym kraju, że może to trwać 12 lat… – mówi Mariusz Kałamaga z kabaretu Łowcy.B, który wystąpi na Świętokrzyskiej Gali Kabaretowej 2014 w Kielcach.

Kabaret Łowcy.B powstał, gdy byliście studentami Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Czy jesteście kumplami z roku, czy może z akademika?

– W piątkę studiowaliśmy na jednym roku na animacji społeczno-kulturalnej, natomiast Maciek – nasz wysoki kolega w okularach – dołączył do nas rok później. Zaczynał swoje studiowanie na Politechnice w Gliwicach, tam mu coś nie poszło i zawitał do nas. On był rok niżej od nas, ale mieszkaliśmy ze sobą i trzymaliśmy się razem.

Czy ta Wasza działalność miała związek z kierunkiem studiów, czy była nieco wbrew?

– Myślę, że bardziej było to związane z tym, że lubiliśmy kabaret, lubiliśmy działać. Pewnie i ten kierunek studiów trochę nam pomógł. Ogólnie Uniwersytet Śląski w Cieszynie jest uczelnią bardzo przyjazną dla ludzi, którzy mają pomysły. W żadnym wypadku nasze zaangażowanie nie przeszkadzało w nauce. Wszyscy ukończyliśmy te studia – daliśmy radę.

A w którym momencie przyszedł pomysł, że to co robicie na studiach może stać się zajęciem na trochę dłużej – może na całe życie?

– To się samo tak jakoś potoczyło. Okazało się, że zaskoczyliśmy paru ludzi w tym kraju tym naszym klimatem kabaretowym. Okazało się, że pojawiły się telefony z zaproszeniami i to się jakoś tak samo rozkręciło. Jedno jest pewne – nigdy się nie spodziewaliśmy, że to się potoczy na taką skalę, że będziemy obecni w telewizji, że będziemy jeździć po całym kraju, że może to trwać 12 lat…

A skąd się wzięły te Wasze sweterki, które – nie da się ukryć – stały się znakiem firmowym Łowców.B?

– Był to zabieg zamierzony. Chodziło nam o to, żeby zrobić z siebie takie trochę ciapowate osobowości, nie takie tabloidowe, czy takie bilboardowe, takie piękne z pierwszych stron okładek. Tak jakoś się stało. Powiedzieliśmy sobie: „włóżmy te swetry w spodnie, załóżmy skarpety na spodnie”. Ja na przykład nie spodziewałem się, że mój żółty sweter będzie aż tak rozpoznawalny i tak bardzo zapadnie ludziom w głowie.
Ponosicie jednak pewne konsekwencje z powodu wyboru akurat swetrów. Latem przy temperaturze ponad 30 stopni może być ciężko…

– Oj, tak. Graliśmy niedawno w Gdańsku na plenerze. Zaczynaliśmy o godzinie 17 i lało się z nas jak z kranu. Ale coś za coś.

A jakby Pan określił prezentowany przez Łowców.B rodzaj humoru. Kabaret Rak bardzo podkreśla swoją śląskość. W Waszym przypadku coś takiego nie ma miejsca…

– Szukamy się i taplamy się w oparach absurdu, groteski, hiperbolizowania. Szukamy śmieszności samej w sobie. Nie staramy się posiłkować nazwiskami, partiami, czy jakimiś bieżącymi tematami, dlatego często udaje nam się zrobić coś uniwersalnego. Dodam, że ten nasz humor taki specjalnie łatwy nie jest.

Czy porównanie poczynań Łowców.B do kabaretu Potem jest w jakiś sposób zasadne?

– Czy ja wiem? Myślę, że trochę by się Pan mylił. Kabaret Potem był jedyny w swoim rodzaju. To było troszeczkę inne podejście, aczkolwiek też był uniwersalny. Nie lubię jednak porównywać ani nikogo do nas, ani nas do nikogo.

Cały czas gracie w składzie 6-osobowym. Jest to chyba jeden z najliczniejszych kabaretów. Sprawia to pewnie określone trudności. Te 6 osób musi dojechać, czy to na występ, czy na próbę. Pewnie nie jest łatwe opracowywanie programu. Czy jest jakiś lider, który mówi: „robimy tak, bo inaczej nam się wszystko rozejdzie”?

– Dopóki studiowaliśmy i mieszkaliśmy wszyscy w Cieszynie było z tym wszystkim łatwiej. Teraz rozjechaliśmy się wszyscy do swoich rodzinnych miast i musimy się spotykać dojazdowo. Ja bardzo często na próby jadę nieraz po 100 kilometrów. Dajemy jednak radę. U nas lidera nie ma. Ja jestem bardziej takim frontmanem niż liderem. Wymyślamy wszyscy wspólnie. Kto ma pomysł i kogoś rozśmieszy to wtedy to przechodzi. Staramy się najpierw rozśmieszyć siebie, a później pokazać to ludziom i zobaczyć, czy rzeczywiście ich bawi to co nas.
Wakacje to specyficzny czas dla artystów kabaretowych. Wypadałoby trochę odpocząć, natomiast jest to czas, kiedy swoje spektakle można pokazać ludziom, bo są zgromadzeni w pewnych miejscach, np. w kurortach na wybrzeżu Bałtyku…

– Kabaretowo jakiegoś wielce specyficznego sezonu nie ma. Gdy jest jesień i zima wtedy prężniej działają domy kultury i teatry. Tam gramy zamknięte spektakle. Wiosną i latem jest dużo jakichś Dni Miast. Są też różne święta. Oczywiście latem dużo koncertów i kabaretonów odbywa się w miejscach typowo turystycznych, rekreacyjnych, jak wybrzeże, czy też górach. Ale sezon kabaretowy mamy przez cały rok.

Świętokrzyska Gala Kabaretowa zamyka sezon wakacyjny. Kabarety pokazują hit oraz premierę. Czy Wy dopełnicie tego warunku?

– Będziemy się starać. Mamy pewien problem. Jestem po zabiegu. Byłem niedysponowany, ponieważ zerwałem więzadła krzyżowe. Trochę się nie widzieliśmy i ruszamy z Łowcami.B z powrotem. Natomiast mam nadzieję, że miło zaskoczymy świętokrzyską publiczność.

Czy jeszcze można stwierdzić, że są kabarety z Zielonej Góry i z reszty Polski?

– Nie. Przyjęło się coś takiego, że jest Zielonogórskie Zagłębie Kabaretowe. Można by jednak też powiedzieć o Lubelskim Zagłębiu Kabaretowym, bo stamtąd pochodzi Smile, Ani Mru Mru i Świerszczychrząszcz, czy też o Śląskim Zagłębiu Kabaretowym, bo tu jest Kabaret Młodych Panów, Kabaret 44-200, Rak, Noł Nejm, my, czyli Łowcy.B. Rzeczywiście, kiedyś ta Zielona Góra produkowała niezliczoną liczbę kabaretów, ale teraz sytuacja się nieco zmieniła.

Ostatnie pytanie dotyczy Waszego skeczu z programu „Dzięki Bogu już weekend”. Jako dziecko bardzo lubiłem oglądać program „Pegaz” i ze zdumieniem słuchałem różnych panów – np. redaktora Jacka Fuksiewicza – którzy mówili dużo, używali wyrazów słabo mi znanych i nic z tego nie rozumiałem. Teraz mam podobnie, gdy czasami słucham jakieś komentarze na TVP Kultura. Moja próba „zajarzenia” o co autorowi chodzi kończy się często na marszczeniu czoła. Wy zrobiliście skecz o TVP Kurtula, a źródła inspiracji pewnie nie tylko ja się domyśliłem…

– Tak jak powiedział, nas też bardzo często śmieszą takie przeintelektualizowane rozmowy. Gdy oglądam te programy to zauważam, że oni mówią o niczym. Chociaż ładnie mówią. (śmiech) To taka nasza obserwacja i próba pokoloryzowania tego.

Dziękuję za rozmowę i życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję pliki cookies z tej strony