TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Agnieszka Litwin-Sobańska: to jest taka walka tragedii z komedią

400x300

Agnieszka Litwin-Sobańska (fot. Jan Bogacz/TVP)

– My się trzymamy dość klasycznej formy kabaretu. Bardzo mocny nacisk kładziemy na rozwój aktorski. Bardzo nam także zależy na autorskiej piosence kabaretowej. Dbamy też o to, by nasze skecze i piosenki miały jakąś treść – mówi Agnieszka Litwin-Sobańska z kabaretu Jurki, który wystąpi w Wakacjach z Kabaretem – Szczecin 2014.

Przeczytałem na Waszej stronie na Facebooku: „W sobotę lecim na Szczecin i TEN kubek też zagra :-)))”. Do tego załączona został fotka wspomnianego kubka. Rozumiem, że zagra on w skeczu…

– Tak. Będę ten kubek trzymała w ręku i będę piła z niego wyimaginowaną kawę.

Co, oprócz kubka, pokażecie na kabaretonie w Szczecinie?


– Na pewno będzie piosenka i będzie właśnie nowy, premierowy skecz, jeśli chodzi o nas. Skecz jest związany z tematyką szkolną. Oczywiście weźmiemy udział we wspólnych działaniach jak piosenki prologowe, może jakieś scenki, więc trochę nas tam będzie.

Który raz występujecie tam w Szczecinie i jak Pani ocenia atmosferę tego miejsca?

– Byliśmy już dwa razy. Bardzo nam się tam podobało. W Szczecinie jest taki klimat w amfiteatrze letnim, jakbyśmy grali na dużej sali. Tam nie do końca odczuwa się taki amfiteatralny klimat.
 
Poza Beatą Harasimowicz, która reżyseruje tę rzecz, sprawstwo kierownicze dzierżą także Robert Górski i Marcin Wójcik. Według mnie jest to wyjątkowo dobrze dobrana załoga…

No, tak. Jest to sprawdzony duet. To są ludzie, którzy się na scenie bardzo dobrze rozumieją. To się czuje i to się widzi. Zresztą to są moi koledzy, z którymi gramy w „Spadkobiercach”. To są takie osobowości, które potrafią naprawdę dużo zdziałać. Potrafią improwizować, są błyskotliwi i inteligentni.

Ten projekt „Spadkobiercy” ciągnie się od wielu, wielu lat…

– Chyba od dwudziestu. To się rozpoczęło za naszych studenckich lat w klubie studenckim. Było to grane w tym klubie, a później okazjonalnie na różnego rodzaju festiwalach, czy imprezach kabaretowych w różnych składach wybieranych przez Dariusza Kamysa. A 6 lat temu padła propozycja i trafiło to do mediów i do szerszej publiczności.

Na początku swojej działalności ujęliście publiczność tzw. humorem sierocym. Czy był to celowy zabieg, by pokazać coś innego?

– Tak. Było to celowe, była to zabawa formą. Natomiast bardzo nam to pasowało, bo byliśmy tacy nieporadni życiowo. Trochę byliśmy tacy, jak na scenie.
Od tamtych czasów zdecydowanie wydorośleliście. Jaki teraz preferujecie rodzaj humoru?

– My się trzymamy dość klasycznej formy kabaretu. Bardzo mocny nacisk kładziemy na rozwój aktorski. Bardzo nam także zależy na autorskiej piosence kabaretowej. Dbamy też o to, by nasze skecze i piosenki miały jakąś treść. Chcemy zawsze to jak najbardziej autentycznie i prawdziwie wygrać. To jest taka walka tragedii z komedią w sposobie grania, sposobie pisania i przedstawiana na dość mocnych emocjach.

Kabaret Jurki dostał nagrodę na festiwalu PAKA już dość dawno temu. Na imprezie szczecińskiej pojawią się dwaj wykonawcy, którzy są tegorocznymi laureatami, czyli Sakreble i Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn z Olą. Czy życie po takiej nagrodzie na PACE bardzo się zmienia?

– W czasach, kiedy my zaczynaliśmy było to bardzo nobilitujące i bardzo ważne dla kabaretów. W zasadzie żyło się PAKĄ. Ten festiwal był oknem na świat dla artystów. Obecnie myślę, że straciło to na znaczeniu i wynika z wielu czynników. Obecnie w Polsce jest bardzo dużo festiwali, równie dobrych, o ile nie lepszych. Jeśli chodzi o pomysł. Jest bardzo dużo zespołów kabaretowych i jest też bardzo dużo powtórek telewizyjnych. Na pewno teraz jest trudniej młodym ludziom zaistnieć. Jest tego wszystkiego więcej. Obecnie to wyjście z PAKI już nie do końca jest jednoznaczne – nie jest już tak, że ktoś wygra PAKĘ i świat stoi przed nim otworem.

Jesteście jednym z kabaretów z Zielonogórskiego zagłębia kabaretowego. Zielonogórskie to także polskie zagłębie winiarskie. Czy można jakoś połączyć te rzeczy?

– (śmiech) Pewnie zawsze można, choć nie ma tu jakiejś wspólnej genezy. My staramy się na pewno tego nie łączyć, jeśli chodzi o pracę. Chociaż nasi widzowie czasami to łączą.

A może chodzi o to, że Wasz humor jest jak dobre wino?

– To może być.

Zdarzyło mi się poznać osobiście na FAMIE w 1985 roku Kabaret Potem w ówczesnym składzie i byłem w 1986 roku na PACE, którą wygrali. Więc cząstka tego zagłębia jest mi znana, m.in. Sikor, Kamol, Klemens…

– To nasi przyjaciele. Można by nawet powiedzieć, że twórcy tego zagłębia. Do dziś utrzymujemy bardzo dobre kontakty z nimi – z kabaretem Hrabi i Władkiem Sikorą. Bardzo dużo zawdzięczamy tym osobom. Gdyby nie Sikora i Kabaret Potem pewnie nie zajmowalibyśmy się tym.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz