TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Magda Stużyńska: z „samcami” dobrze jest

400x300

Magda Stużyńska (fot. Jan Bogacz/TVP)

– W naszych relacjach wewnątrz kabaretowych jest trochę soli, trochę pieprzu, trochę cukru i tak jest najciekawiej. Czuję się z nimi świetnie – mówi Magda Stużyńska z Kabaretu Moralnego Niepokoju, który wystąpi na IV Wakacjach z Kabaretem – Szczecin 2014.

Pani Magdo, jest Pani od dwóch lat w zespole Kabaretu Moralnego Niepokoju. Łatwo czy trudno było wejść do zespołu „samców”?

– Łatwo o tyle, że koledzy bardzo mi to ułatwili przyjmując mnie bardzo serdecznie. Mimo to na początku trudno mi było przestawić się na nowy rytm pracy. Teraz jestem jednak już całkowicie zaaklimatyzowana.

Piotr Laskowski z kabaretu Sakreble, który od pewnego czasu występuje z Magdą Florczak mówi, że kobieta dodaje blasku scenie. Czy Pani „samcy” traktują Panią po rycersku, stawiają na piedestale, czy serwują czasem seksistowskie dowcipy?

– (śmiech) Oczywiście, że nieustannie serwują takie dowcipy, ale wszystko w konwencji żartu. Jest w naszych relacjach trochę soli, trochę pieprzu, trochę cukru i tak jest najciekawiej. Czuję się z tymi „samcami” świetnie na co dzień.

W teatrze reżyser w jakimś stopniu prowadzi aktora za rękę, a w kabarecie reżyserem jest do pewnego stopnia także publiczność, która może krzyknąć coś pod adresem wykonawcy…

– W teatrze jest łatwiej pod tym względem, bo reżyser w zasadzie w pełni panuje nad całością, publiczność na ogół przyjmuje spektakl z całym dobrodziejstwem inwentarza. W kabarecie trzeba się zdać częściowo na improwizację, a publiczność jest bardziej reaktywna. W teatrze aktor czuje się bardziej pod opieką reżysera, w kabarecie jest bardziej zdany na siebie. Na szczęście Robert nad tym wszystkim panuje, a każdy ma swoje zadanie do wykonania.

Jak odbiera Pani publiczność szczecińską?

– Już ją trochę poznałam, bo Szczecin był miejscem mojego debiutu dwa lata temu. Mam wrażenie, że publiczność szczecińska nas lubi. Swego czasu siedzieli w deszczu, przykryci kocami i wytrwali do końca występu.
Gdy się spojrzy na kalendarz waszych występów w wakacje, to widać zawrotne tempo i niemal codzienne zmiany miejsc. Jak wytrzymujecie psychofizycznie to mordercze tempo?

– Bardzo dobrze, a poza tym przecież potem mamy najpierw trzytygodniowe, a potem jeszcze jedne dwutygodniowe wakacje. Wolę zdecydowanie taki tryb pracy niż przebywanie w niej codziennie od ósmej do szesnastej.

W gronie „samców” polonistów z wykształcenia jest Pani wszechstronnie doświadczoną aktorką. Spędziła Pani dwa sezony w teatrze na tzw. prowincji, potem przez dłuższy czas grała Pani w warszawskim Teatrze Kwadrat i ma na koncie liczne doświadczenia filmowe i telewizyjne, w tym ogromną popularność po roli Marcysi w serialu „Złotopolscy”. W jakim sensie pomaga to Pani przy występach kabaretowych?

– Dodam, że jestem wychowanką ogniska teatralnego państwa Machulskich przy Teatrze Ochoty, co jest dla mnie bardzo ważne i wywarło na mnie duży wpływ. Na prowincji czyli w Kielcach zagrałam w inscenizacjach wielkiej klasyki dramatycznej, Goplanę w „Balladynie” Słowackiego, Kordelię w „Królu Lirze” Szekspira, Kobietę w „Końcówce” Becketta i Słodką Dziewuszkę w „Korowodzie” Schnitzlera. Zaczęłam więc od bardzo wysokich rejestrów. Także w filmie zadebiutowałam w roli narkomanki w filmie „Brama raju”. W Teatrze Kwadrat przestawiłam się na profil komediowy. Myślę, że to bardzo ciekawa kolejność, i dla aktora i dla widza, od dramatu przejść do lżejszej muzy. A wszechstronne doświadczenie zawsze pomaga.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Krzysztof Lubczyński i Paweł Pietruszkiewicz