TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Przemysław Borkowski: jesteśmy po prostu literacko obcykani

400x300

Przemysław Borkowski (fot. Ireneusz Sobieszczuk/TVP)

– Myślę, że teraz, kiedy mamy już jakąś renomę, ugruntowaną pozycję i ludzie nas kupują od razu, to łatwiej nam pewne rzeczy przemycić niż wtedy, kiedy byliśmy rozliczani jakby na bieżąco – mówi Przemysław Borkowski z Kabaretu Moralnego Niepokoju, który wystąpi w Wakacjach z Kabaretem – Szczecin 2014.

Czy jest jakaś specyfika takich kabaretonów jak ten w Szczecinie? Jest to zupełnie coś innego od recitali Kabaretu Moralnego Niepokoju…

– Z mojej perspektywy specyfika jest taka, że się bardzo długo czeka. Jest wejście, potem się bardzo długo czeka na drugie swoje wejście i także długo na trzecie swoje wejście. Oczywiście podczas kabaretonów jest odrobinę mniej komfortowo niż podczas występów indywidualnych kabaretów.

Czyli np. tak jak tu w warszawskim Teatrze Capitol podczas przedstawienia „Pogoda na suma”…

– My się pracy nie boimy i wolimy jak jest jej więcej niż mniej. Ale występy jak te wielkie składanki, kabaretony, jak właśnie to wydarzenie w Szczecinie to są jednak realizacje telewizyjne na żywo. Mają z tego powodu znacznie większą temperaturę, powiedzmy,  emocjonalną. To wszystko musi się dopiąć, to wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym, więc wszyscy są trochę stremowani, ale też silnie zaangażowani w to wszystko. Tam czas płynie odrobinę szybciej i odrobinę intensywnej jest przeżywany. Myślę, że z perspektywy widzów ma to znaczenie, że artyści angażują się tak mocno emocjonalnie w to co robią. To się przenosi na widowisko.

A czy może Pan uchylić rąbka tajemnicy, co pokażecie podczas szczecińskiej imprezy. Rozumiemy, że sprawy wakacyjne, ale wydarzenia na scenie politycznej są tak ważkie, że nie uda ich się pominąć…

– Tak, jak co roku w Szczecinie, planowane są posiedzenia rządu, więc zajmiemy się wszystkimi gorącymi tematami. Omówimy je dokładnie i powiemy Polakom, co o tym sądzić.

Czy będzie sprawa podsłuchów?

– To jest na razie tajemnica państwowa i nie będę jej zdradzać. (śmiech)
Obejrzeliśmy na Waszej stronie internetowej kalendarz występów w okresie wakacyjnym. Wydaje się, że wymaga to dużej sprawności organizacyjnej, ale od Was także zdolności kondycyjnych…

– Nie jest tak, że my żyjemy tak cały boży rok. Teraz mamy rzeczywiście duże zagęszczenie występów, ale jest to tak, że chcemy się napracować przed wakacjami. Bo w komercji dostaje się pieniądze za to co się zrobi – nie ma stałej pensji – wobec tego, że gdy chcemy mieć wolne w wakacje musimy wcześniej odrobinę więcej pracować. Bilans musi się wyrównać. Nas to już nie męczy, bo robimy to prawie 20 lat i po prostu człowiek się przyzwyczaja. Gdybym miał teraz spędzić dzień na kasie w hipermarkecie to bym pewnie umarł. (śmiech)

W ciągu lat działalności Waszego kabaretu jakie zmiany nastąpiły w Was i w publiczności?

– O nas jest łatwiej powiedzieć, bo tematy naszych skeczy dorastają wraz z nami, kiedyś zaczną się starzeć wraz z nami. Kiedyś, kiedy byliśmy kabaretem studenckim, tematami były komisja wojskowa, czy pierwsze miłości. Teraz tematami są dzieci, szkoła, odrabianie lekcji. Ciągle to ewoluuje. W jakiś sposób publiczność też podąża za nami, bo kiedyś graliśmy głównie dla studentów, a teraz na nasze występy przychodzą głównie ludzie w średnim wieku. Młodzi się też trafiają, ale ci w wieku 30, 40, czy 50 lat - mają po prostu pieniądze na bilety. (śmiech)

Kiedyś jak występowaliście w klubach Wasz kabaret był bardziej literacki. Te większe widownie wymagają raczej innego podejścia do „tematu”…

– Oj, nie wiem. Jedno z moich pierwszych doświadczeń kabaretowych, nieco traumatycznych, okazało się imprezą studencką. My świeżo po wygraniu festiwalu PAKA, pełni owych literackich tekstów i z głową w chmurach, wystąpiliśmy dla studenckiej publiczności – to nie było łatwe doświadczenie. (śmiech) Myślę, że teraz, kiedy mamy już jakąś renomę i ugruntowaną pozycję i ludzie nas kupują od razu, na początek dają nam kredyt zaufania i łatwiej nam pewne rzeczy przemycić niż kiedyś, kiedy byliśmy rozliczani jakby na bieżąco.
Fakt, że powstaliście na wydziale polonistyki  jakoś Waszą tematykę zdeterminował. Jesteście takim kabaretem, może nie w pełni literackim, ale takim literatyzującym…

– Myślę, że to chodzi o takie zaplecze. My wszystko wiemy, no prawie wszystko. Znamy twórczość dawnych kabaretów, czytaliśmy teksty kabaretów przedwojennych. Jesteśmy po prostu literacko obcykani.

Co się przejawia w takich programach jak „Literatura według Kabaretu Moralnego Niepokoju”…

– Właśnie. Czy też „Historia…”. Nas to wszystko interesuje i jest nam bliskie. Jest w nas wręcz jakiś rodzaj poczucia misji, że chcemy w tej zabawie ludziom coś przekazać.

Jest to świetna działalność, bo Wy ożywiacie na taką modłę humorystyczną utwory, które w tym takim realnym obiegu literackim, czytelniczym już nie funkcjonują. One są w jakimś zakurzonym archiwum, a Wy to jak gdyby rzucacie na dzisiejszy tłuszczyk…

– Ożywiamy z tego powodu, że szkoda nam, że te utwory nie funkcjonują, bo my je znamy i wiemy, że są to rzeczy częstokroć świetne - po prostu.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Krzysztof Lubczyński i Paweł Pietruszkiewicz
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję pliki cookies z tej strony