TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Robert Górski: nie należę do plemienia „Ku-Chu”

400x300

Robert Górski w zaskakującej stylizacji (fot. Ireneusz Sobieszczuk/TVP)

– W polskiej polityce tydzień to nieraz cała epoka. Nie chcę codziennie poprawiać tego, co napisałem poprzedniego wieczora, więc czekam na ostatnią chwilę, żeby napisać to wszystko na kolanie – mówi Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju, który wystąpi w Wakacjach z Kabaretem – Szczecin 2014.

Ostatnie wydarzenia polityczne stawiają przed waszym kabaretem ważne wyzwanie…

– Przede wszystkim przede mną jako premierem. Już myślałem, że będę sobie w wakacje spokojnie szlifował przygotowane teksty, a tymczasem wybuchła afera, która całkowicie wszystko wywróciła. Przesłoniła wizytę Obamy i obchody dwudziestopięciolecia wolności. Sprawiła, że te tematy stały się stare, jakby miały stuletnią, a nie miesięczną metrykę. Jeszcze się nawet do pisania całkiem nie zabrałem, ale do Szczecina został jeszcze tydzień, a w polskiej polityce tydzień, to nieraz cała epoka. Nie chcę więc codziennie poprawiać tego, co napisałem poprzedniego wieczora, więc czekam na ostatnią chwilę, żeby napisać całość na kolanie.

Czy udział w PACE to dobry paszport do takiej imprezy jak Wakacje z Kabaretem w Szczecinie?

– Bardzo dobrze jest przejść PAKĘ, to dobry chrzest. Nie oznacza to jednak, że osiągnięte tam powodzenie gwarantuje udany występ na tak dużej imprezie, jak wakacje szczecińskie. Nie zawsze to, co uda się przed stuosobową publicznością składającą się głównie ze studentów, uda się tak samo przed bardziej zróżnicowaną i nieporównywalnie bardziej liczną publicznością w dużym amfiteatrze.

Jak odbiera Pan publiczność szczecińską?

– Mam wrażenie, że mieszkańcy Szczecina czują się tak, jakby żyli na uboczu Polski. Dopiero niedawno dotarła do nich trasa ekspresowa, która przybliżyła ich do reszty kraju, ale ciągle czują się, jakby żyli na peryferiach. Paradoksalnie czują się chyba bardziej otwarci na Europę Zachodnią, niż na pozostałą część Polski. I dlatego ta impreza pomaga im znaleźć się bliżej centrum kraju, w środku uwagi.
Stałym elementem szczecińskich wakacji kabaretowych jest para prowadząca, czyli Robert Górski i Marcin Wójcik…

– Tak, swego czasu prowadziliśmy razem program kabaretowy w telewizyjnej Dwójce, obecnie prowadzimy tylko Szczecin. To bardzo dla nas obu ciekawe przeżycie towarzyskie i intelektualne, co mówię także w imieniu Marcina, żeby nie było jakichś rozbieżności w ocenach (śmiech). To człowiek obdarzony niezwykłym poczuciem humoru i błyskotliwością. Czuję się z nim bezpiecznie i mam nadzieję, że on też. Wiem, że jeśli któremuś z nas na scenie zaplącze się język, to może liczyć na pomoc partnera. Choć ogólną partyturę sobie przygotowujemy, to dużo improwizujemy, bo taka jest natura kabaretu.

Coraz szersze pole w polskim kabarecie zdobywa sobie stand-up. Co Pan myśli o tej formie?

– W każdym razie ja stand-uperem już na pewno nie zostanę. Jest to forma w Polsce stosunkowo świeża, a ja nie potrafiłbym wejść w nią z takim zapałem i świeżością, z jaką wchodzą w nią młodzi ludzie. To jest bardzo dobra forma z punktu widzenia organizacyjnego. Odpada konieczność organizowania się w grupy, które wymagają więcej pracy, stwarzają więcej problemów i wymuszają większą odpowiedzialność szefa i członków. Poza tym grupy mają jak wiadomo stałe problemy ze zmianami składów, a w stand-upie jest się samemu sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Sam jestem ciekaw, czy ta forma pochodzenia amerykańskiego, anglosaskiego przyjmie się u nas na dłuższą metę i zmieni polski kabaret, który do tej pory był formą na ogół parateatralną.

W stand-upie używa się publicznie często więcej słów na „k” i „ch” niż ich używają politycy na podsłuchach, choć jedni i drudzy należą do plemienia „Ku-Chu”…

– No właśnie, nie przynależę do plemienia „Ku-Chu”, więc nie będę robił stand-upu, który bez takich słów nie może się obejść.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Krzysztof Lubczyński i Paweł Pietruszkiewicz